Prolog

Prolog

Prolog

Kochani przybysze z internetu, wreszcie mogę Was oficjalnie ugościć

Mamy wybitnie chłodny czerwcowy wieczór. Dzień dziecka. SARS-CoV-2 zebrał już swoje żniwo, jeśli mowa o gospodarce. Mi także bardzo popsuł szyki… ale to temat typu “może kiedyś napiszę”. Na każdego przyjdzie pora.

Trzeba Wam wiedzieć, że Pan Ogar to nie pierwszyzna.

Wracam ze zdwojoną siłą, większym zaangażowaniem i konkretnym pomysłem. Bloga pod tym samym tytułem prowadziłam blisko dwa lata i przepadł. Przepadła cała skarbnica wiedzy tam zawarta, czego strasznie żałuję, ale z drugiej strony czuję się zmotywowana, by nauczyć się raz jeszcze wszystkiego, co miałam niegdyś w małym palcu. Zobaczymy, czy wersja 2.0 wytrzyma próbę czasu. Od lipca czeka mnie ogrom pracy, ale pisanie jest zbyt bliskie mojemu sercu, żebym sobie miała z dnia na dzień darować.

Czym jest/będzie Pan Ogar?

Przede wszystkim lekturą dla Was. Nie znajdziecie tu pustych recenzji smakołyków, które każdy może naskrobać  – nie neguję, że będę zabierać głos w sprawie psich gadżetów, bo lubię się nad tym rozwodzić! – niemniej jednak, ten ludzko-psi pamiętnik będzie opierał się na tzw. lesie rzeczy (silva rerum). To był popularny rodzaj piśmiennictwa wśród szlachty. W skrócie – banały życie codziennego okraszone mądrościami. Oczywiście, żeby było jasne, żaden ze mnie szlachcic. Bliżej mi do Jakuba Szeli i ani trochę nie czuję się gorsza z tego powodu.

Od 23 lat wychodzę na pole.

Jeśli poczytaliście sobie trochę na temat osóbki, z którą macie do czynienia, to wiecie, że będzie się tu roiło od zdjęć. Nic Wam po samym patrzeniu na obrazki, mnie też to po pewnym czasie mocno nuży, więc obiecuję dzielić się różnymi foto tipami. Niekoniecznie dotyczącymi fotografii psów, bo nie jest to mój chleb powszedni.

Raczej zakąska.

Tylko coś ostatnio zbyt dużo podjadam tej zakąski.

Bardzo możliwe, że zarzucę jakąś poradą behawioralną, ale nie chcę być uważana za eksperta w tej dziedzinie. Ekspertem, jeśli już muszę zostać, mogę być, ale tylko od zdjęć. Ewentualnie od usuwania ogarzych glutów z wszystkich dostępnych powierzchni. Co prawda nigdy nie czyściłam jeszcze z nich sufitu, ale wypadałoby się za to w końcu zabrać.

Tyle słowem wstępu, nie będę tworzyć zniechęcająco długiego tekstu, którego przekaz można zawrzeć w króciutkim zdaniu “Cześć, a oto i nasz blog.” Pamiętajcie, że sekcja komentarzy pod spodem czemuś służy. Będę wdzięczna za pozostawienie po sobie śladu w postaci kilku haseł: a) czy widzicie w tym potencjał? b) o czym chcielibyście następnym razem przeczytać? c) do wyboru, do koloru.

Łapa!

Share post:

  • /

Comment ( 1 )

Leave A Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *