BARF, Raw food, W zdrowiu i w chorobie, Żywienie

B.A.R.F / RAW

Nie jestem ekspertem w karmieniu psa surowym jedzeniem. Nie jestem tak naprawdę niczego świadoma, bo przecież dopiero praktyka utwierdza w przekonaniu, iż zdobyta dotychczas wiedza była naprawdę słuszna. Po pół roku gromadzenia informacji zdecydowałam się to zrobić. Teraz, kiedy piszę tego posta, Goran jest trzeci dzień na RAW. Liczę się z tym, że ta idylla potrwa najwyżej miesiąc. RAW nie jest tani, a człowiek mojego psa też musi raz na jakiś czas zjeść. No dobra, to skąd w ogóle pomysł, żeby tak drastycznie zmieniać psu dietę? Skłoniła mnie do tego lektura. Wspaniała lektura, która otwiera oczy. Nikt nie zrozumie o co chodzi, dopóki nie przeczyta.

W zgodzię z naturą” Izabeli Sekuły to wciąż świeżutka pozycja, ale absolutny MUST HAVE (nie lubię tego „makaronizmu”, ale kurde, inaczej tego nie da się ująć) każdego, kto chce zwiększyć swoją świadomość na temat tego, co ląduje w psiej misce. Kupiłam ją z zamiarem zdobycia wiedzy przy założeniu, że mimo wszystko nie zrezygnuję z suchej karmy. Moje postanowienie z czasem zaczęłam rozważać… czy aby na pewno warto ładować w psa taką ilość chrupek, które musi zapić ogromną ilością wody? Czy warto fundować mu karmę SUPER PREMIUM, gdzie te 40% białka to tak naprawdę zabójcza ilość? Żadne zwierzę nie składa się w 40% z białka, o czym między innymi można poczytać w książce Izabeli. Tam jest po prostu wszystko. Oczywiście sama do tej pory błądzę, waham się, ale wierzę (a nawet nie mam wątpliwości), że wszelkie pytania same z czasem znajdą odpowiedź. W trakcie żywienia. Wyznacznikiem dobrze zbilansowanej diety jest przede wszystkim psia kupa + morfologia i biochemia.

Są takie szczególne kwestie, które przemawiają za tym, żeby karmić na surowo, ale zanim je omówię, to jeszcze trochę słów gwoli wyjaśnienia. Dlaczego „B.A.R.F” jak do tej pory wystąpił tylko w tytule? Biologically Appropriate Raw Food – B.A.R.F to dieta RAW, ale samo RAW ma nieco tych odmian: rzeczony B.A.R.F, Whole Prey (WP) i Pray Model Raw (PMR). z BARFem wiążę się najwięcej roboty… od PMR różni się praktycznie tylko tym, że w jadłospisie zwykle 20% zajmuje część roślinna, w tym 80% warzyw i 20% owoców. Rośliny nie są szczególnie potrzebne psowatemu. Dlatego sporo barfiarzy z nich rezygnuje, tym samym konwertując się na Pray Model Raw. Tutaj mamy tylko mięso, podroby, *jadalne kości i dodatki w niewielkich ilościach. No i jaja, ale(!) absolutnie nie podajemy skorupek jaj (węglan wapnia w nich zawarty zbija fosfor), gdy jednocześnie w diecie występują kości.

*Jako jadalne kości rozumiemy takie, które są obleczone mięsem (największą popularnością cieszą się ewidentnie szyje indycze). Z uwagi na twardość i spore ryzyko uszkodzenia zębów – nie podajemy kości nośnych wielkich, mamucich istot. York raczej nie poradzi sobie z wołowym gnatem.
Sama do niedawna miałam poważną zagwozdkę z kośćmi. Nie chciało mi się wierzyć w to, że pies jest w stanie zgryźć kość. Jakąkolwiek. Dopiero kiedy ucięłam kawałek szyi indyczej przy pomocy obcinaczki do pazurów, zrozumiałam, jak bardzo byłam w błędzie. Rzecz jasna – Goran nie dostał tej szyi do schrupania, bo kości wprowadzamy do diety dopiero po paru dniach, bywa, że i po tygodniu.

Polecam portal Perfectly Rawsome, podlinkowałam akurat niezwykle przydatny dział dotyczący kości mięsnych w diecie. W dodatku mają fajny, nieprzekombinowany kalkulator, ale musiałam trochę go oszukać – oblicza dzienny posiłek stanowiący 2,5% masy ciała, a to jednak dla Gorana może okazać się za dużo. Około 2% jest optymalne i na starcie najlepsze.

A teraz te najlepsze aspekty surowizny…

KWASOWOŚĆ ŻOŁĄDKA
Nasz przyjaciel na BARF-ie z czasem zyskuje niskie – bardzo kwaśne pH żołądka równe 1. Ludzkie wynosi około 3,5 i psie wcale się nie różni, jeśli spożywa Butcher’s/Orijena. Wciąż jest to 3,5. Taka kwasowość nie daje organizmowi wystarczającej możliwości radzenia sobie z bakteriami. Dlatego między innymi nie wolno karmić jednocześnie przetworzoną karmą + surowizną. Nie ma tak, że rano podam zmieloną wołowinę, a do wieczora pies strawi i wtedy można uraczyć go suchym. Z początku myślałam, że to fajny sposób i się dziwiłam, że to zakazane. Nie miałam wówczas pojęcia o obniżaniu się poziomu kwasowości. To wymaga konsekwencji i zdecydowanego karmienia wyłącznie surową ofiarą.

KAMIEŃ NAZĘBNY
Wilki nie mają kamienia nazębnego. Jeśli już, to mają go bardzo mało. Wynika to z tego, że psowate nie trawią pokarmu za pomocą śliny. Niestety… enzym odpowiedzialny za ten proces to kwestia adaptacji. Spora ilość węglowodanów w karmie przyczyni się w końcu do jego aktywności i tym samym stopniowego narastania płytki nazębnej. Kamień wszak nie jest tylko kwestią urody, pamiętajmy o tym. Jaki sens usuwać go w znieczuleniu ogólnym co 3-4 lata, jeśli wystarczy karmić po wilczemu?
BŁYSKAWICZNE TRAWIENIE
Surowizna nie zalega w przewodzie pokarmowym do 12 godzin, jak sucha, pęczniejąca karma. Ponadto lepiej się wchłania, dając w ostatecznym rozrachunku maleńkie odchody. Wspomnę też o tym, że w czasie męczenia się z kością bądź wyjątkowo opornym kawałkiem mięcha, minimalizowane jest ryzyko skrętu żołądka w wyniku błyskawicznego jedzenia, o które tak łatwo przy niewielkich chrupkach. Goran je połykał, zanim zdążył rozgryźć… Niestety jak na razie z piersią indyka dzieje się podobnie, ale raczej większość psów nie wsysa jak ogary, więc nie bójcie.
ODCIĄŻENIE NEREK
Im bardziej mokry pokarm, tym mniej wody trzeba wypić. 
Sucha karma zawiera najwyżej 9% wody, w przeciwieństwie do mięsa (nawet te 60%). Zwierz musi wypić ogromne ilości płynu, żeby zapić karmę. Woda zostaje wchłonięta w trymiga i… w trymiga wydalona. Nerki się nie regenerują, zadbajmy o nie i pozwólmy im trochę odpocząć, zamiast pracować na pełnych obrotach non stop.

Jeśli zauważyliście jakiś kardynalny błąd lub nawet drobną pomyłkę, dajcie znać, bo piszę z głowy, coby się sprawdzić. Lenistwo nie pozwala mi na zweryfikowanie informacji.

JADŁOSPIS

Obejmuje część zwierzęcą, rośliny (z których można zrezygnować na rzecz zwiększonej podaży mięsa i wtedy mamy PMR) + dodatki. Zakładamy, że optimum dziennej dawki to 2% masy ciała. Niektórzy decydują się mniej lub więcej. Trzeba obserwować psa i do niego się z tym dopasować.

Wśród części zwierzęcej wyłania się mięso (65-80%), podroby (10-20%), kości (10-15%).


Część roślinna obejmuje 80% warzyw i 20% owoców, a pozostałe 10% to dodatki (np. jaja, chociaż z drugiej strony są tak istotne, że źle brzmi określanie ich dodatkami). Ja zdecydowałam się na Prey Model Raw, dlatego u mnie występuje wyłącznie część zaznaczona na czerwono.

Bilans nie musi dotyczyć jednego dnia, ważne, żeby zamknął się w ciągu 7/10/14 dni.
Przy BARF-ie nie łączymy posiłku mięsnego z elementami roślinnymi, bo zaburza to wchłanianie niektórych makro- i mikro-elementów, co mija się trochę z celem. Dlatego algi morskie jako suplement także podaje się z warzywami/owocami na BARF-ie, albo po prostu same wymieszane z wodą/odrobiną tłuszczu przy PMR. Jak to się sprawdzi – dopiero zobaczymy. Chociaż dla psa, który zjada wszystko, łącznie ze ślimakami, pasikonikami, kamykami (sic), papka z alg nie powinna stanowić problemu.


JAK TO UGRYŹĆ

Wprowadzamy dietę stopniowo. Zaczynamy z jednym gatunkiem mięsa (ja wybrałam indyka), żeby bez trudu wyeliminować sprawcę ewentualnego uczulenia. Co prawda Goran dotychczas jadł suchą karmę z indorem, więc było raczej pewne, że dobrze zareaguje. Mięso ma być chude, ale też nie zupełnie (dobowe zapotrzebowanie na tłuszcz – 2g/kg m.c.). Zaczęłam od udźca ze skórą (około 6g tłuszczu na 100g) i piersi, która tłuszczu zawiera bardzo malutko. Jeśli mój mały budżecik pozwoli, następna będzie wołowina. Ale… zamiast wprowadzać kolejny gatunek mięsa, lepiej wprowadzić kości, w naszym przypadku należące do Pana Indyka. Jeśli wszystko jest w porządku, wprowadzamy podroby, wśród których aż 5% ma stanowić wątroba, a pozostałe 5% ich reszta. Wątroba bogata jest w witaminę A i żelazo, dlatego jej nadmiar nie jest wskazany. Zakładając, że nie bredzę, taka krowia tusza waży około 260kg, a przynależna jej wątroba 4kg. Stanowi to mniej niż 2% tuszy, więc na dzień mogę podać Panu Ogarowi +/- 15g takiej wątroby wraz z (przykładowo) wątrobą indyczą, co i tak nie będzie maksimum.

Jeśli nie karmimy BARFem, a PMR, to odpuszczamy owoce i wprowadzamy suplementy. Będąc na tym etapie możemy zacząć wreszcie dotłuszczać mięso (wskazane są tłuszcze nasycone, np. łój cielęcy). Jedna szkoła twierdzi, że niezbędne nam będą następujące rzeczy: algi morskie, drożdże browarnicze, hemoglobina + osocze i kryl arktyczny/olej z łososia. Lepiej nie podawać krwi, jeśli pies je np. wołowinę, bądź jego Pani bez przerwy kaleczy się tasakiem w trakcie krojenia. Przedawkowanie żelaza może skończyć się tragicznie, nawet jeśli podręczniki weterynaryjne mówią, że jego nadmiar nie ma złego wpływu na zdrowie. Jak widać na załączonym obrazku, ograniczyłam się do minimalnej ilości supli z Pokusy. U niektórych to minimum jest jeszcze mniejsze, niż u mnie, bo zależy wszystko od tego, co pies ma w jadłospisie. Rozważam dokupienie oleju z łososia, bo ten pokusowy jest podobno jakiś ultrawyśmienity. W takiej sytuacji obydwa źródła EPA i DHA podaje się po pół zalecanej dawki (mam na myśli kryla, który już jest).

Nadal nie dowierzam, że to wszystko ma miejsce. Kiedyś ten cały BARF był dla mnie jakąś herezją. Spodziewałam się zacząć karmić psa surowym dopiero za parę lat, ale im więcej czytałam, tym bardziej docierało do mnie, że nie istnieje lepsza dieta i nawet dla człowieka z dyskalkulią (:D) jest do ogarnięcia. Mam tylko ogromną nadzieję, że mój odkurzacz nie zadławi się za parę dni swoją pierwszą kością i wszystko szlag trafi… alternatywą są oczywiście skorupki jaj, ale to już nie taki banał. Trzymajcie kciuki!