W zdrowiu i w chorobie

Wróg numer jeden

Połowa marca. Kleszcze stanęły na nogi wcześniej, niż większość ludu przypuszczała. Nie powinno to zbytnio zaskakiwać, skoro ich aktywność warunkuje temperatura, a już w lutym mieliśmy sprzyjającą aurę. Ja w bieżącym roku nawiązałam krótką znajomość z dwiema kobietkami (to te z mniejszą powierzchnią pancerza) Ixodes Ricinus. Na podstawie tekstów w internecie, z którymi się zetknęłam, wynika, że kleszcz pospolity (wyżej wspomniany IR) jest/był stosunkowo rzadko nosicielem babeszjozy. W ostatnich latach uległo to zmianie i uważa się go za wektora między innymi babeszjozy/piroplazmozy właśnie, anaplazmozy i  w największym stopniu  – boreliozy wywołanej przez krętki Borrelia burgdoferi.
Wytłuszczone przeze mnie choroby bardzo często są traktowane jak jeden pies. Tymczasem borelioza – raz, że u naszych czworonożnych dzieci występuje bardzo rzadko, a dwa – to pryszcz w porównaniu z babeszjozą, która najczęściej jest przyczyną zgonów wynikających z powikłań poukąszeniowych u psów. Kiedy istnieje duże prawdopodobieństwo, że kleszcz żerował na ciele ofiary około 24 godzin (szacuje się, że tyle potrzeba mu na przebicie się do krwiobiegu), warto jest wykonać test 4Dx, który wykluczy zarażenie chorobami wektorowymi. Powinno to być możliwe w każdej klinice, czy lepszym gabinecie weterynaryjnym. Wspomagając się artykułem z Co dla psa, przytoczę na szybko listę objawów świadczących o zachorowaniu na babeszjozę oraz jej krótką charakterystykę. Po resztę szalenie przydatnych informacji warto kliknąć w odnośnik i poczytać sobie więcej na temat mitów i faktów dotyczących tej choroby:
Do pierwszej należą objawy spowodowane bezpośrednio mechanicznym uszkodzeniem erytrocytów, do drugiej należą objawy spowodowane uszkodzeniem nerek i wątroby przez produkty rozpadu krwinek, do trzeciej tak zwane błędne koło – układ odpornościowy sam zaczyna niszczyć własne elementy morfotyczne (składniki) krwi. Babeszjoza jest chorobą potencjalnie śmiertelną. Może dojść do wyleczenia, ale też do postaci przewlekłej, która będzie przyczyną stopniowego pogarszania się stanu zdrowia aż do śmierci.
Do najbardziej typowych objawów należą: osłabienie, apatia, brak apetytu, wysoka gorączka, bladość błon śluzowych, najłatwiej zauważalna na dziąsłach, spojówkach, która następnie przechodzi w żółtaczkę, ciemne zabarwienie moczu, które występuje tylko u części psów.
Czy można temu jakoś zaradzić? W 100% nigdy, ale znacznie zminimalizować ryzyko – jak najbardziej. 
Prawo jest bezsilne i nieporadne. Obroń się sam. Nie wychodź z domu bez CZYSTKA!
Parafrazą tą nawiązuję do tego, że wielu właścicieli na czele ze mną uwierzyło w potęgę czystka jako wspomożyciela w walce z pasożytami zewnętrznymi. Nie neguję, że rola czystka w profilaktyce NIE jest bez znaczenia. Ależ skąd. Natomiast sam jeden czystek niewiele zdziała. Nie wierzę też za bardzo w skuteczność olejków eterycznych, ale jeśli zawiedzie mnie ostatni zakup, pewnie wypróbuję BIO OBROŻĘ. O jej efektywności zapewniła mnie pewna użytkowniczka facebooka z grupy Pies w Krakowie. Nie byłam i nadal nie jestem przekonana do chemii. Pierwszy preparat, który zaserwowałam Goranowi, to był oczywiście spot-on marki Frontline. Stary i bezużyteczny. Kleszcze zdążyły się już na niego uodpornić, bowiem po 5 dniach od nałożenia, znalazłam żarłoka… żeby było ciekawiej, nie tak daleko od kłębu, gdzie nakłada się ten specyfik. Zatem ta rzecz idzie do kosza. Co było następne w kolejności? Hołubione i bojkotowane zarazem Bravecto. Ot, niepozorna „tabletka” wyglądająca raczej jak mięsny smakołyk. Nie zdała u nas testu. Kupiłam ją Goranowi w połowie lipca. Została zwrócona po 10 minutach i choć nie zdążyła się wchłonąć, to jakimś cudem kleszcza nie wyrywałam aż do marca tego roku.
http://www.bravopets.com.ar/
Na co ostatecznie postawiłam wszystkie pieniądze? Ano, na Foresto. Jest całkowicie wodoodporna, działa do 8 miesięcy. Pies powinien nosić ją na sobie bez przerwy, by odpowiednio zdała egzamin. Od 24 do 48 godzin po infestacji kleszcza, nastąpi jego paraliż/zgon i oderwanie od powierzchni żywiciela. W tym czasie nie zdąży zakosztować krwi. 
Liczę się z takimi ewentualnościami, jak nadmierne linienie w miejscu noszenia obroży, ale jakież to ma znaczenie w obliczu śmiercionośnych pajęczaków?
Jak widzicie, nie rezygnuję z czystka! Ten od Pokusy z serii rawdietline to stuprocentowy czystek, bez śladowych ilości innych ziółek & gluten-free. Gdyby ktoś odkrył, że nie ma on absolutnie żadnego związku z naturalną osłoną przeciwkleszczową/przeciwpchelną, stosowałabym go nadal. Jest szereg pozytywnych właściwości tego zielska, a wśród nich najważniejsze to zwiększenie odporności organizmu, spowolnienie procesów starzenia oraz stymulacja pracy trzustki i wątroby. Podoba mi się jego forma. Jest zmielony, przez co łatwo wymieszać go z suchą karmą po lekkim  jej namoczeniu. Badania jednak wykazały, że najlepiej działa picie naparu z czystka codziennie.
Wracając na moment do FORESTO… niewiele mogę na razie powiedzieć. Po latach od dotarcia do moich uszu info na jej temat, zdecydowałam się kupić tę obrożę i na razie tylko jedno mam zastrzeżenie, przy okazji chcę przestrzec i uspokoić, gdyby przytrafiła się Wam podobna sytuacja. Nie zdziwcie się, jeśli kiedyś pies przekroczy próg domu cały niebieski (de facto indygowy). Gorana pasją jest tarzanie się we wszelakich brudach, sarnich bobkach, ale także swoich własnych. Po takim incydencie okolice obroży oraz kawałki X przyklejone do niej, zafarbowały się. 
~
Wiadomo powszechnie, że kleszcza nie wykręcamy, nie smarujemy masłem, ani nie zgniatamy odwłoka. Dodam od siebie, iż warto poczekać, aż odrobinę urośnie, niż wyrywać malucha na siłę. Byle nie czekać za długo (limit do 24h od wbicia). Parę dni temu uparcie starałam się pozbyć mikroskopijnego dziada na miliard sposobów. Pęseta (z turystycznego zestawu Royala) przy próbie wyrwania, zgniotła kleszczowi odwłok. Kiedy wszystkie inne metody zawiodły, postanowiłam poradzić sobie gołymi rękami i w wyniku mojej skrajnej głupoty, łeb został w ciele. Skończyło się na miejscowym znieczuleniu i wydłubywaniu szczątków kleszcza igłą. Dlatego lepiej odczekać i użyć SAFECARD. Bardzo wygodne narzędzie, polecić mogę serdecznie. Działa na podobnej zasadzie jak lasso:

Jeśli znacie jakiekolwiek naturalne sposoby na kleszcze, którym zawsze hołduję, podzielcie się! W kupie siła. 
G & G